High life po porodzie.
16.8.13Jakiś czas temu, jakiś miesiąc przed porodem, wyobrażałam sobie jak będzie wyglądało moje życie "po" i nawet miałam na nie jakieś plany (pisałam o tym tutaj). Teraz z perspektywy 10 tygodni macierzyństwa mogę stwierdzić, że były to plany jak najbardziej realne!
Trochę więcej niż tydzień temu kupiłam niedrogie buty do biegania na wyprzedaży w Zalando (na wypadek, gdyby jednak odechciało mi się kiedyś biegać, wolałabym nie płakać, że wydałam za dużo na buty, a jeśli wytrwam w postanowieniu - kupię lepsze). Wczoraj więc korzystając z okazji, że mąż miał wolny dzień od pracy, zostawiłam go z Potomnym i ruszyłam w teren.
Dawno temu biegałam z przyjaciółkami i przyznam, że brakowało mi przez lata tej aktywności (bo przecież bieganie za autobusem to nie sport, no nie?), więc metodą małych kroków zaczynam powrót do joggingu. Wczoraj było tylko lekko ponad 2 kilometry. Może następnym razem będzie trochę więcej. Zanim zacznę pokonywać pół miasta biegiem, muszę wyrobić sobie kondycję, bo - nie ukrywajmy - przez ostatnie 11 miesięcy niewiele sportów uprawiałam i nadal zostało mi 10 nadprogramowych kilogramów, i zdecydowanie za dużo centymetrów w pasie.
Czy robię dużo zdjęć?
W miarę. Wciąż narzekam na schrzaniony obiektyw, ale mam nadzieję, że perpektywy na nowy sprzęt niedługo się pojawią. Jest póki co światełko w tunelu w tej sprawie, ale zobaczymy.
Chodzimy na spacery, robimy z synem razem zakupy, odwiedzamy znajomych, pracujemy razem. Don FIlipko jest nieodłączną częścią mnie, ja nieodłączną częścią jego. I chociaż mój organizm ewidentnie daje mi znać, że chciałby się wyspać raz a porządnie, nie zamieniłabym ostatnich miesięcy na nic innego.
Żyję całkiem zdrowo. Chciałam po urodzeniu Filipa podjąć się wyzwania u Aliny, ale czytając je kolejno doszłam do wniosku, że większość z tych rzeczy automatycznie zaczęła funkcjonować w moim życiu. Może tylko pozwalam sobie za dużo ze słodkościami, a to wszystko przez to, że ostatnio cały czas piekę ciasta z owocami (oszalałam na ich punkcie!), ale zażywam sporo ruchu (ćwiczę!), piję dużo wody (często więcej niż 1,5 litra dziennie), jem sensowne śniadania, zajadam się owocami i warzywami, a pozytywne myślenie to nieodłączny aspekt mojego życia.
Niestety moje wakacje w Gdyni odpadają w tym roku. Umówiona wizyta u lekarza Filipa nam to niestety uniemożliwia. Ale może jakieś kilkudniowe "agro-wczasy" uda nam się uszczknąć? Zobaczymy.
Póki co jest pięknie!
I myślę, że będzie jeszcze piękniej!