Moje życie
Rodzicielstwo
Szał ciążowy, co wciąż mnie nie dopadł.
28.2.13
Czas pędzi nieubłaganie. Jesteśmy w 27 tygodniu, czyli bliżej niż dalej, a wszelkie przygotowania nadal w proszku.Ale staram się nie troszczyć, wierzę że wszystko ogarniemy i wszystko pójdzie w dobrym kierunku, chociaż z lekką nutką zazdrości czytam wpisy Maryś, czy Weroniki o wyprawkach, torbie do szpitala, ciągłym praniu i prasowaniu itd. Ja wciąż nie do końca mam na to wszystko czas, jestem w ciągłym biegu, a moje dziecko razem ze mną.
Wczoraj przykleiłam się swoim brzucholem do brzucha K. Uwielbiam te jego wielkie oczy, kiedy go coś zadziwia i ten komentarz "O Boże! Jesteśmy w ciąży!". Z racji, że Filipko jest ruchliwym dzieckiem, a ja szczupłą osobą, mój brzuch trzęsie się momentami jak galareta, a przykładając rękę czuć tak wyraźnie ruchy, jakbyśmy już mieli go w swoich dłoniach. Przedziwne uczucie, a jednocześnie przepiękne!
Śnił mi się poród.
Pierwszy raz od początku ciąży mi się to zdarzyło. Pewnie dlatego, że naoglądałam się zdjęć na facebookowej stronie The Skeptical Mother. Tak, to zdecydowanie dlatego!
Nie mam stresu przed porodem, nie boję się go, nie mam też co do niego wielkich oczekiwań. Nie wiem, jak się zachowam w jego trakcie, czy będę błagać o znieczulenie, czy o cesarkę, czy wrzeszczeć, że więcej dzieci nie chcę. Nie wiem.
Wiem tylko, że we śnie piękne było uczucie, kiedy moje dziecko wyszło na świat i rozdziawiło swoją pomarszczoną buziunię, po czym przylgnęło do mnie. Przecież nie jest ważne, czy wcześniej były krzyki, płacze i olbrzymi ból. Ważne, żeby Filipko był cały i zdrowy.
Niniejszym chciałabym również podziękować mojej Mamie i Magdzie, które zaczęły zaopatrywać mnie w ubranka. Sama ostro planuję się wybrać na dzieciaczkowe zakupy od ponad miesiąca, ale wciąż mój harmonogram jest tak napięty, że ciężko mi w niego wcisnąć nawet wyjście do sklepu.