Czego się o sobie dowiesz, kiedy zadasz pytanie w sieci

Żyjemy w czasach ogólnie dostępnych informacji, kiedy łatwo wymieniać się opiniami, poleceniami czy doświadczeniami. Wystarczy wstukać ...


Żyjemy w czasach ogólnie dostępnych informacji, kiedy łatwo wymieniać się opiniami, poleceniami czy doświadczeniami. Wystarczy wstukać w wyszukiwarkę zapytanie i znajdujemy miliony odpowiedzi. Sama tak robię, notorycznie wyszukuję jakichś informacji w sieci, wujek Google zna mnie przez to na wskroś i jego algorytmy wyprzedzają moje palce pędzące po klawiaturze, zazwyczaj wie o co chcę zapytać zanim skończę wpisywać pierwszy wyraz.
No, ale przychodzi czasami taka chwila, że pytanie przerasta możliwości wyszukiwarki, wśród znajomych nie ma żadnego eksperta w temacie, biblioteka nieczynna albo nie posiada odpowiedniej literatury, więc można by zasięgnąć opinii innych. Przyznałam się kiedyś, w poście o dwudziestu faktach na mój temat, że słabo mi idzie zadawanie pytań. Po prostu tego nie lubię i w sumie nie dziwię się sama sobie, kiedy w sieci zderzam się z odpowiedziami przechodzącymi najśmielsze oczekiwania.

TEGO DOWIESZ SIĘ NA SWÓJ TEMAT:


1. Wszystko robisz źle

To najczęściej dotyczy mamusiowych forów. Nie wszystkich, bo nie chcę generalizować i wiem, że jest sporo miejsc w sieci, a nawet w grupach na fejsie, gdzie można znaleźć pomoc i merytoryczne odpowiedzi na swoje pytania, ale chyba wszędzie znajdą się jednostki, które będą za wszelką cenę udowodnić ci, że wszystko czego się dotkniesz robisz źle. Karmisz piersią - źle, karmisz MM - źle, śpisz z dzieckiem - źle, nie śpisz - też źle, szczepisz - źle, nie szczepisz - źle, puszczasz bajki - źle, nie masz telewizora - też źle.

2. Jesteś głupia, a twoje pytania idiotyczne

"Po co w ogóle zadawać takie pytania?", "Czego tu nie rozumieć?", "Nigdy nie zrozumiem takich pytań"- takie komentarze czasami czytam, jak ktoś zadaje pytania w różnych grupach na fejsie. Ostatnio akurat takie perełki znalazłam w grupie o pedagogice Montessori, gdzie padło pytanie o swobodną zabawę dziecka. Jako osoba, która też nie zna się w tym temacie pewnie zadałabym identyczne pytanie, zwłaszcza że gdzieś mi się w głowie obijała ta myśl. Tymczasem autorka pytania dowiedziała się, że jej pytanie jest bzdurne, głupie i w ogóle co ona szuka w tej grupie jak nie ma o niczym pojęcia. Smutne to.

3. Musisz iść do psychologa/psychiatry albo ogarnąć swoje życie w jeden, konkretny, polecany przez odpowiadających sposób.

Następny przykład z grupy na fejsie na temat pedagogiki Montessori. Jako laik totalny zapytałam jak wprowadzać pewne elementy w życie mojego dziecka. Chodziło mi o aktywności pomagające w polaryzacji uwagi, skupieniu itp. Uznałam za istotne zawrzeć informację o tym, że syn mój jest mega ruchliwy i przy okazji mega nerwowy, i przyznać się też do tego, że popełniliśmy sporo błędów wychowawczych i z tego tytułu dziecię moje najchętniej oglądałoby bajki cały dzień. Efekt?
Dostałam cała analizę swojego życia, moich problemów, mojej niekonsekwencji i głupoty. Poradzono mi zaprowadzić syna do psychologa w związku z nerwowością i wyrzucić telewizor mojemu teściowi z jego salonu. 
(żeby nie było, że ta grupa taka straszna jest - dostałam też sporo pozytywnych odpowiedzi, słów wsparcia i merytorycznych porad ^^ nie tylko takie kwiatki jak wyżej, ale analizowanie mojego prywatnego życia i relacji w moim domu mocno wytrąciły mnie z równowagi)

4. Nie nadajesz się do niczego, odpuść sobie

Lubię grupy wsparcia. Natalia z JestRudo na przykład stworzyła taką grupę o tematyce fotografii i można się stamtąd na prawdę wiele dowiedzieć, znaleźć pomoc i poprawić umiejętności. Mam wrażenie, że mimo wszystko w każdej grupie pojawiają się takie ludzkie trolle, co to muszą dodać komentarz, który zachęca co najwyżej do rzucenia wszystkiego w kąt. Okazuje się bowiem, że Twoje prace są słabe/przeciętne/kiepskie i w ogóle "z czym do ludzi?", powinieneś zaprzestać wszelkich prób rozwoju bo jesteś do dupy i tyle. A przecież każdy kiedyś zaczynał od czegoś...

5. Jesteś szmatą, lafiryndą i lampucerą.

To hit. Nawet najbanalniejsze pytanie może spowodować lawinę nieprzyjemnych komentarzy. Szukałam kiedyś informacji jak zmyć kredki bambino ze ścian. Nie byłam pierwszą poszukującą, przede mną spora ilość mam zadawała takie pytania, więc trafiłam na kilka ciekawych forów. Tam dowiedziałam się, że panie, które nie potrafią sobie poradzić z mażącym po ścianach dzieckiem to głupie pindy, co dziecka od ściany nie umieją trzymać z daleka, albo że to lampucery i lafiryndy, co się na rodzicielstwie ani prowadzeniu domu nie znają.
Serio. Od kredek bambino do lafiryndy - ludzka logika zawsze mnie zaskakuje.


Z tymi pięcioma rzeczami spotkałam się ja i w sumie często z powodu takich odpowiedzi nie chce mi się pytać już o nic. Mam trochę inną politykę w życiu i wyznaję, że zachęcenie może dużo więcej niż korygowanie. Może dlatego nie jestem w stanie zrozumieć, skąd w ludziach potrzeba sprowadzenia innych na niższy poziom.

A Wy zadajecie pytania w internecie? Z jakimi kwiatkami Wy się spotkaliście?



Mogą Ci się spodobać:

0 komentarze